Recenzje i artykuły

Recenzje i niektóre opinie znalezione w odmętach internetu ;)

Niezapominajki

Zatraceni w kartkach

Jak wyglądają pogrzeby? Wszyscy ubrani na czarno, płaczą. Nikt nie wyśmieje nawet największego twardziela, jeśli uroni łzę. Czemu tak naprawdę płaczemy? Tęsknimy za osobą, czy boimy się samotności, świadomości, że tej osoby już nie będzie?

Śmierć. Zwykłe słowo a budzi tyle niechcianych emocji. Boimy się jej a tak naprawdę nie musimy, wręcz nie powinniśmy, bo prędzej czy później sama przyjdzie po każdego z nas. Trochę pesymistycznie, ale poważnie. Dzisiaj słów kilka o książce, której tematem przewodnim jest śmierć bliskiej osoby.

Chris stracił bliską mu siostrę- Emily. Jego świat się zapadł. Została wielka dziura. Nasz bohater ma wielki talent do rysowania. Wszyscy chwalą jego dzieła, ale od dnia śmierci jego rysunki są pozbawione życia- światła. Emily była stu procentową społeczniczką. Pracowała jako aktywna wolontariuszka i rehabilitantka. Poświęcała swoje życie dla innych, aż pewnego dnia umarła. Miła dwadzieścia dwa lata. Matka wpadła w pracoholizm i zapomniała o młodszym synu.

Chris codziennie przychodzi na grób siostry. Pewnego dnia, kiedy uświadomił sobie, że tylko on codziennie przychodzi na jej grób, bukiecik niezapominajek już tam czekał. Ktoś o niej pamiętał. Lecz kim jest tajemniczy nieznajomy?

Dan to około czternastoletni chłopiec na wózku, który postanowił pomóc Chrisowi pozbierać się po stracie siostry, zabiera go do swojego domu na obrzeżach miasta. W tym młodym ciele kryje się wielka mądrość. Jego oczy, takie głębokie aż nie pasują do wizerunku chłopca. Inwalida jest (według mnie) aniołem stróżem Chrisa, który chce dać mu drugą szansę na pozbycie się swojej "skorupy" tęsknoty za siostrą.


Bo czasem gdy kogoś poznasz, to od razu wiesz, że będzie istotnym elementem twojego życia, kolorową kredką w szarości kartki.

Skąd książka wzięła się u mnie?
Opowiem Wam jak to się stało, że "Niezapominajki" wpadły w moje ręce. Ostatnimi czasy staram się być dość aktywny na wydarzeniu na Facebook'u "Zaczytany rok 2017" (polecam zajrzeć). Pewnej niedzieli zobaczyłem wyniki. Widniało tam moje nazwisko. Wygrałem książkę. Nie pamiętałem w jakim konkursie brałem udział, więc szybko przewertowałem ostatnie posty szukając danego dnia. Niestety nie znalazłem żadnej książki, która by mnie zainteresowała a co za tym idzie niemożliwe, że wziąłem udział w konkursie. Stwierdziłem "Okej. Może to będzie niespodzianka." Tak też się stało. Przyszła paczka.
To była właśnie ta książka. Autorka dedykuje ją wszystkim, którzy kogoś utracili. Czyli właśnie mnie. Dwa miesiące temu straciłem bliską mi osobę. Umarła na bardzo wstrętną chorobę jaką jest rak. Ciężko było mi pozbierać się po tej tragedii, tak jak całej rodzinie. Wiedziałem, że teraz nic nie będzie takie samo, ale nie mogę pokazać ludziom, że jest ze mną coś nie tak. Nie chciałem użalania się nade mną.

Czytając Niezapominajki uroniłem kilka łez. Wiem, to takie nie męskie, ale nie mogłem inaczej. Może ból, może tęsknota, może dziura w sercu... Coś się odezwało. Otwarło. Dziękuję bardzo autorce za tę krótką historię chłopca, który cierpiał po stracie siostry.
Gdybym miał dodać Niezapominajki do worka podobnych książek, to wrzuciłbym je do "Oskara i pani Róży" i "Małego Księcia". Te trzy książki są cieniutkie, ale niosą w sobie przekaz. Coś dla każdego człowieka.

Podsumowując.
Niezapominajki to krótka historia Chrisa, który próbuje pogodzić się ze śmiercią siostry. Jeśli Ty też straciłeś kogoś bliskiego, zrozumiesz chłopaka. Jeśli nie, poczujesz współczucie. Książka ma około 100 stron. Spokojnie można ją przeczytać w jeden wieczór. Ale pamiętajmy, że nie ilość, ale jakość się liczy. W mojej skromnej skali książka uzyskuje 10/10 pkt. To dlatego,  że naprawdę trafiła w moje serducho. Mogę się jeszcze pochwalić, że mam też autograf autorki ^^

 Sebastian Adamczyk 

źródło: http://zatraceniwkartkach.blogspot.com/2017/07/kwiaty-pamieci-czyli-niezapominajki.html?m=1

Czasem tak jest

Około stu stron, które prowadzą nas przez łąkę pełną niezapominajek. To sto stron wędrówki we wspomnienia i sto stron walki o normalne życie po stracie bliskiej osoby. Jeszcze nigdy nie przeczytałam na tak niewielkiej ilości kartek, takiej historii...

"Złe wieści zatrzymują na chwilę pracę serca. Niczym niesprawna maszyna ciało zapomina żyć.Usłyszane informacje potrafią na chwilę wstrzymać oddech, ściąć krew w żyłach, odebrać wzrok, mowę, ogłuszyć, zachwiać równowagę czy pomieszać w głowie. Niby tylko słowa, dźwięki wypływające z ust, a jak wielką siłę mają.Niespodziewany pocisk wystrzelony przez dobrze, zakamuflowanego snajpera. Gwałtowne, pewne i precyzyjne pociągnięcie za cyngiel. Tym właśnie jest wiadomość o czyjejś śmierci"
Siostra Chrisa, Emily, ginie w tragicznym wypadku. Pijany kierowca zamknął jej oczy na zawsze. Światło, jakim była dla niego, niespodziewanie znika, a on pozostaje sam, z bólem straty. Jednak pojawia się ktoś jeszcze, niepełnosprawny chłopiec z którym wspólnie próbują pogodzić się z jej śmiercią.
Jest cmentarz, a na nim grób Emily, siostry i przyjaciółki. Chris codziennie odwiedza jej grób i  nie może otrząsnąć się po śmierci siostry, ale jest ktoś jeszcze, ktoś kto zawsze jest przed nim i zostawia bukiet niezapominajek. Pewnego razu Chris postanawia zaczekać na tajemniczego gościa i dowiedzieć się kim on jest.  Jakie jest jego zdziwienie, kiedy widzi kalekiego chłopca na wózku inwalidzkim, który pchany jest przez niemą kobietę. Dante, bo tak ów chłopak ma na imię, zaprasza Chrisa na tydzień do siebie i w ten sposób obaj usiłują pozbyć się bólu po stracie. Kim jest tajemniczy chłopak o czarodziejskich oczach? Skąd zna Emily? Czy po powrocie z domu Dantego Chris nadal będzie taki sam? A może to tylko sen i spotkanie nigdy się nie odbyło?
"NIEZAPOMINAJKI" to książka o stosunkowo niewielkiej ilości stron, bo jest ich około stu. Mimo, że jest ich tak niewiele, każda kolejna kartka okazuje się nowym doznaniem i otula nas nowymi uczuciami. O czym właściwie publikacja jest? Na pewno o tęsknocie, po utracie ukochanej osoby i o uczuciach, tych zamkniętych głęboko w sercu, uczuciach, które nie pozwalają zapomnieć. Jest to krótka historia, dwóch młodych chłopców, którzy opłakują tą sama osobę. Jednak nie tylko to. Chris nosi w sobie żałobę po stracie siostry, a Dante również za nią tęskni, ale dodatkowo sam stracił ojca w wypadku samochodowym, a on sam od tego czasu jeździ na wózku inwalidzkim. Mimo to, próbuje przywrócić Chrisa do życia... To cudowna i wciągająca opowieść, pełna empatii i ciepła, pełna miłości... Całość tworzy piękny dokument braterskiej miłości i uczy nas życia na nowo...
Autorka zaskoczyła mnie niesamowicie wyważonym i lekkim stylem pisania. Niczego nie jest tu zbyt dużo, ani zbyt mało. Opisy i dialogi są krótkie, a mimo to zawierają taki ogrom emocji, że trudno to opisać słowami. To książka opowiadająca o wyprawie w głąb siebie, o poznawaniu samego siebie i odkrywaniu swoich możliwości. Jest to też książka o miłości i bólu, które może zrozumieć tylko ten, kto stracił kogoś bliskiego.

Bardzo podoba mi się też okładka, piękna i skłaniająca do zadumy, a jednocześnie widać w niej nadzieję. Ktoś kiedyś kiedyś powiedział, że "czas leczy rany"... nie leczy, ale pozwala przestać im krwawić i taką nadzieję niesie w sobie książka "NIEZAPOMINAJKI". Książkę polecam osobom lubiącym ambitne i tajemnicze publikacje.

źródło: http://czasemtakjestczasemtakjest.blogspot.com

Barszczyk
Ci z nas, którzy stracili w życiu kogoś najbliższego wiedzą, że bardzo ciężko poradzić sobie z taką stratą. Niekiedy zamykamy się na innych, nie dopuszczamy do siebie myśli, że świat trwa bez tej osoby, nie wiemy jak dalej żyć. Dobrze, jeśli wtedy mamy przy sobie rodzinę, przyjaciół, pomagają nam zmierzyć się z tak ciężkim czasem. Wsparcie jest bardzo ważne i potrzebne. Czasami jednak przypadkowo spotkany człowiek może więcej zdziałać niż cały sztab pocieszycieli. Nieznajomy może zrobić czy powiedzieć coś, co trafi nas głęboko w sam środek serca i sami, często nieświadomie zaczynamy czerpać z jego doświadczenia i czuć ulgę w bólu, czy rozumieć stratę.
Niezapominajki” Moniki Fudali to piękna opowieść o cierpieniu po stracie bliskiej osoby. Chrisa poznajemy w chwili, gdy próbuje poradzić sobie ze śmiercią swojej siostry Emily, która zginęła w wypadku samochodowym spowodowanym przez pijanego kierowcę. Dziewczyna była młodą i pełną życia osobą, angażowała się pomoc osobom niepełnosprawnym, za wszelką cenę starała się im pomóc wrócić do pełni sił. Mężczyzna cały czas odwiedza grób siostry, gdyż uważa, że dzięki temu zachowa o niej pamięć na zawsze. Zastanawiające jest dla niego, że na grobie siostry pojawiają się jej ulubione kwiaty – niezapominajki. Zastanawia się, kto jej przynosi. Aby rozwiązać zagadkę postanawia przyjść na cmentarz z samego rana, zgodnie z godzinami otwarcia i czekać, aż pojawi się tajemniczy osobnik. Plan okazuj się doskonały, gdyż po jakimś czasie pojawia się młody chłopak na wózku inwalidzkim z maleńkim bukiecikiem niezapominajek. Chris i Dante zaczynają rozmawiać. Okazuje się, że Emily pracowała i przyjaźniła się z chłopcem. Starała mu się pomóc wrócić do sił i zacząć ponownie chodzić. Obaj panowie byli bardzo związani z kobietą i teraz doskonale rozumieją ból jaki odczuwają po jej stracie. Dante zaprasza Chrisa do swojej posiadłości, opowiada mu, że jego siostra bardzo chciała mu ją pokazać, jest to jakieś spełnienie jej woli, życzenia. Podczas wizyty mężczyźni wspólnie przeżywają ból i próbują pogodzić się ze jej śmiercią. Bardzo zaskakujące dla mnie okazało się zakończenie książki, sama nie wpadłabym na coś takiego na pewno, no ale ja nie jestem pisarką tylko recenzentką Także duży plus dla Pani Moniki ze zakończenie. Koniecznie przeczytajcie, aby przekonać się czy wam również spodoba się tak jak mi.
Książka „Niezapominajki” jest bardzo krótka, niespełna sto stron. Na początku wydawało mi się, że dobrze się nie zacznie, a już skończy. Bardzo sceptycznie podchodzę do mało obszernych pozycji, jednak w tym przypadku bardzo pozytywnie się zaskoczyłam. Autorka napisała naprawdę świetną książkę. Pomimo tego, że krótka zawiera wszystko to co trzeba, a temat jest dogłębnie wyczerpany. Wszystko do tego napisane w świetnym styl, bardzo dobrym językiem. Zafascynowana tą pozycją na pewno sięgnę po inne opowiadania autorki. Nie wiem czy wiecie, ale Pani Fudali pisze również fantastykę, horrory a także powieści z elementami paranormalnymi. Debiutowała zaś opowiadaniami z dreszczykiem „Kumulacja Cierpień” oraz „Kumulacja Gniewu”. Jest to według mnie dość duże spektrum zainteresowań, jak dla młodej pisarki, co bardzo mi imponuje. Autorka jest absolwentką Wydziału Edukacji oraz Sztuki Uniwersytetu Pedagogicznego. Jest artystą, a także nauczycielką. Uwielbia książki, muzykę i dobrą kawę.
Zastanawiam się już od dłuższego czasu komu poleciłabym też pozycję. Myślę, że osoby mierzące się ze smutkiem po stracie bliskiej osoby mogłyby ją przeczytać. Nie mówię, że ukoi ona ich cierpienie, ale może znajdą dla siebie jakieś jedno zdanie czy dwa, które do nich przemówi i rozpali jakąś mała iskierkę. Uważam, że tak naprawdę, każdy kto przeczyta „Niezapominajki” nie będzie żałował czasu poświęcanego na lekturę, gdyż książka skłania do refleksji. Mi uświadomiła, że trzeba cieszyć się każdą chwilą spędzoną z drugim człowiekiem, gdyż nie wiadomo czy nie będzie to ostatnia. Nawet jeśli druga osoba nie umrze to może odejść z naszego życia już na zawsze.


Julia
PRZEDPREMIEROWO: RECENZJA "NIEZAPOMINAJKI"
Strata bliskiej osoby jest jednym z najstraszniejszych przeżyć jakie życie rzuca nam pod nogi. Ludzie różnie radzą sobie z żałobą, jedni pogrążają się w depresji inni rzucają się w wir pracy. Lecz jeżeli ktoś nas wspiera możemy poradzić sobie o wiele lepiej... Wypłakać smutne żale na ramieniu drugiej osoby lub przytulić i spróbować zapomnieć...

Chris jest młodym artystą, gdy chwyta za pędzel zatraca się w swoim świecie i zapomina o wszelkich problemach. Jego prace przyśpieszają bicie serca. Każda kreska, którą stawia na papierze oddaje jego duszę. Potrafi patrzeć na wszystko okiem artysty nieuchwytnym dla wielu z nas. Potrafi oddać piękno, mrok, chwilę szczęścia...
Jego największą miłością była starsza siostra Emily. Potrafiła godzinami zagłębiać się w książkach o fizykoterapii. Chciała uśmierzyć ból każdego pacjenta, a kiedy uśmiech pojawiał się na ich twarzach była najszczęśliwszą kobietą na świecie. Niestety, ale jej życie skończyło się zbyt wcześnie. Pijany kierowca zamknął jej oczy na zawsze. Już nigdy nikomu nie pomoże, nie będzie mogła z dumą patrzyć na rysunki swojego brata. Już nigdy nie pogłębi stosów papierów na temat swojej starej, schorowanej pacjentki. Jeden nieodpowiedzialny mężczyzna, który chciał się zabawić i niestety później wsiadł za kierownicę zabrał z tego świata niezwykłą kobietę. To właśnie wtedy dla Chrisa wszystkie kolory na świecie zbledły, a jego matka popadła w pracoholizm. Wszystko się zmieniło, całe życie wywróciło się do góry nogami. Wiadomość o śmierci bliskiej osoby jest w stanie zmiażdżyć człowieka niczym rozpędzony pociąg.
W momencie, w którym wydawało się Chrisowi że pamięć o jego siostrze zaginęła, na jej grobie zaczęły pojawiać się niezapominajki. I to właśnie wtedy poznaje młodego, niepełnosprawnego chłopaka który jeździ na wózku. Razem próbują sobie poradzić ze śmiercią tej wyjątkowej osoby. Dopełniają się nawzajem i pomagają łzom samotnie spadać na gęstą trawę. Bliskość drugiej osoby może uśmierzyć nawet najgorszy ból.
Wspólne losy Chrisa i Dantana to przepiękna opowieść o sztuce, pasji, zapomnieniu i miłości. Jeżeli chcesz dowiedzieć się jak skończy się ich przygoda koniecznie przeczytaj "Niezapominajki".

Uwielbiam książki, które pomimo swoich małych rozmiarów przekazują w sobie o wiele więcej mądrości niż nie jedne 500 stronicowe powieści. "Niezapominajki" to właśnie taka pozycja, która zapada w pamięć i nie pozwala o sobie zapomnieć. Pięknie pokazuje ogrom żałoby po śmierci bliskiej osoby. Można w niej szukać zarówno wsparcia jak i otuchy. Oczywiście jedną z wielu zalet jest to, że książką została napisana przez polską autorkę. Warto sięgać po ojczyste książki! Bardzo się cieszę, że miałam okazję przeczytać przedpremierowo "Niezapominajki" ponieważ mogłam poznać tą piękną opowieść i przekazać jej słowa wam.
Zakończenie ogromnie mnie zaskoczyło co oceniam na ogromny plus!
Pozycja liczy 96 stron, więc czyta się ją w tempie ekspresowym. Dlatego jeśli poszukujecie wzruszającej powieści na lato, to koniecznie sięgnijcie po "Niezapominajki" Moniki Fudali.

    "Złe wieści zatrzymują na chwilę pracę serca. Niczym niesprawna maszyna, ciało zapomina żyć. Usłyszane informacje potrafią wstrzymać oddech, ściąć krew w żyłach, odebrać wzrok, mowę, ogłuszyć, zachwiać równowagę czy pomieszać w głowie. Niby tylko słowa, dźwięki wypływające z ust, a jak wielką siłę mają. Niespodziewany pocisk wystrzelony przez dobrze zakamuflowanego snajpera. Gwałtowne, pewne i precyzyjne pociągnięcie za cyngiel. Tym właśnie jest wiadomość o czyjejś śmierci."
Serdecznie polecam wam tą historię! Jutro jest premiera, więc biegnijcie do najbliższych księgarni, kupujcie i dajcie się porwać jak ja!

MOJA (SCZEGÓŁOWA) OPINIA
OCENA TREŚCI: (8/10)
OCENA OKŁADKI: (7/10)
OCENA OGÓLNA: (7,5/10)

źródło: http://juliawkrainieksiazek.blogspot.com

Anna Pytel

Bohaterem „Niezapominajek” jest Chris, chłopak, który w tragicznym wypadku samochodowym stracił ukochaną siostrę Emily. Dziewczynę, która była niezwykle pozytywną osobą, ciepłą, do której lgnęło wielu ludzi. Ciężko mu się pogodzić z jej odejściem, z tym, że jej nie ma i właściwie nie może zrozumieć, dlaczego spotkało go takie nieszczęście. Odczuwa smutek, pustkę i samotność, bo, mimo, że na świecie ma jeszcze mamę, ta po utracie córki rzuca się w wir pracy tracąc zupełnie nim zainteresowanie.

Chris niemal codziennie odwiedza grób siostry i tam, co sobotę znajduje bukiecik świeżych niezapominajek.

Początkowo nawet się nim nie interesuje, ale z czasem zaczyna go ciekawić, który z przyjaciół, bądź znajomych siostry go przynosi. Pewnego dnia dosłownie przyczaja się na cmentarzu, by poznać tą osobę. Okazuje się nią Dante - niepełnosprawny, jeżdżący na wózku inwalidzkim chłopiec. Między nimi zaczyna nawiązywać się nić zrozumienia, sympatii, co mimo krótkiej znajomości przeradza się w przyjaźń. Dzięki niemu Chris zaczyna rozwijać się artystycznie, bardziej wierzyć w siebie i zaczyna godzić się ze stratą siostry. Coś jednak w Dante wydaje mu się dziwne, coś, czego do końca nie potrafi określić. Ale o tym już polecam doczytać, bo warto.

„Niezapominajki” to taka trochę magiczna książka. Pełna ciepła, ujmująca, chodź dotyczy tak trudnego i bolesnego tematu, jak odejście najbliższej osoby. Pani Monika bardzo delikatnie pisze o śmierci, a jedocześnie tak dobrze oddaje towarzyszące tej sytuacji emocje. Ból, samotność Chrisa są ujmujące i niezwykle realistyczne. Powolne otwieranie się chłopaka, niejako powrót do rzeczywistości, gdzie siostra jest już wspomnieniem jest przejmujące.

Chociaż temat „Niezapominajek” do lekkich nie należy, książkę łatwo się czyta, jest wciągająca i pozostawia w czytającym przyjemne odczucia. Pozostawia w nim nadzieję na to, że co by się nie działo, sytuacja z czasem zawsze się poprawia. Śmiało mogę polecić ją każdemu, niezależnie od wieku, płci, wyznania. Gdzieś na naszej życiowej drodze każdy z nas będzie musiał zmierzyć się z problemem śmierci bliskiej osoby i myślę, że taka książka pomoże przez to przejść.
 

źródło: http://dlalejdis.pl 

Kumulacja Cierpień:

Freya7712
Tajemnicza, mroczna i trzymająca w napięciu do samego końca historia. Bardzo ciekawie poplątane ze sobą różne wątki i postaci. Dreszcz i mistyczny klimat utrzymane na najwyższym poziomie. Gorąco polecam.


źródło: http://www.gandalf.com.pl/

qlczas
Sam tytuł opowiadania - "Kumulacja cierpień", mówił że należy spodziewać się czegoś mrocznego i z ciężkim klimatem. Jednak tego, że już pierwsze kilka stron wywoła ciarki na plecach - spodziewać się nie mogłem.

Zacznę od minusów tej pozycji - dlaczego tak krótko!?! Z drugiej strony jednak, jest to idealne wprowadzenie, dla dłuższej serii oraz dla krótkiego zaprezentowanie postaci i tego z czym przyjdzie im się zmagać. Autorka w tylko 30 stronach, potrafiła mnie wciagnąć w swoją historię, sprawić że poczułem więź z jej bohaterami oraz wywołać lekkie wręcz przerażenie, dzięki bardzo sugestywnym opisom. Zło jest tu prawdziwym złem, bohaterowie są naprawdę bohaterscy i wiedzą co to znaczy poświęcenie.
Tytułowe "Cierpienie" jest odczuwalne już od pierwszych stron, aż do samego końca. Ja już z niecierpliwością czekam na więcej, bo są to zdecydowanie moje klimaty literackie! Polecam szczerze wszystkim, którzy lubią przed zaśnięciem przezyć kilka emocjonujących chwil grozy!

Anna P.
Świetna książka,trzymająca w napięciu akcja i mroczny klimat.Pozostawia niedosyt i chęc na ciąg dalszy.Polecam lekturę. 
źródło:http://www.empik.com/

Kumulacja Gniewu


palanee
Jak już pewnie niejeden mądry człowiek dowiódł i głosił, nie liczba stron książki, a jakość decyduje o jej wartości. Sztukę tę opanowali pisarze tworzący krótkie formy, gdzie na kilkudziesięciu stronach zamykają historię, która porusza równie mocno, co księgi kilkakrotnie grubsze. „Kumulacja gniewu” to opowiadanie, które mieści się na niecałych 80 stronach. Książka sama pcha się w ręce. Tym bardziej, że sam opis nie pozostawiał złudzeń (podobnie jak okładka) – czeka mnie przeprawa przez pełną emocji historię.

I owszem – tematyka „Kumulacji gniewu” jest przerażająca. Bo gdy drogi dziecka i cierpienia przecinają się, nieważne pod jaką postacią, zaczyna cierpieć dusza obserwatora, czy w tym przypadku czytelnika. Zaraz na usta cisną się niecenzuralne słowa, które chciałoby się zbrodniarzowi wykrzyczeć w twarz. I taka tematyka, choć brutalna i przerażająca, zawsze chwyci za serce i przetrzepie duszę. Wykonanie schodzi na dalszy plan, bo liczy się to, co przeżywa mały bohater.

„Kumulację gniewu” da się podsumować w dwóch słowach: krótko i treściwie. I byłaby to po części prawda. Jednak takie stwierdzenie nie oddaje w pełni tego, z czym spotkamy się na kilkudziesięciu stronach. Monika Fudali zabiera nas w świat, który tylko z pozoru okazuje się ułożony i spokojny. Bowiem zaraz na wstępie dowiadujemy się o duszach, zbrodni, zaginionym dziecku i o cierpiącej rodzinie. Poznajemy niezwykły talent (a może i przekleństwo) dwójki braci z sąsiedztwa: Sato i Keisuke, którzy widzą dusze zmarłych osób uwięzionych pomiędzy światami. Z jednej strony mężczyźni mogą pomóc rodzinom, które oczekują zaginionych, z drugiej muszą zmierzyć się (i to dosłownie) z ogromnym cierpieniem skumulowanym w duszach. Tak dzieje się w przypadku, wydawałoby się, zwykłej rodziny Coltów, których syn zaginął z niewiadomych przyczyn. Sąsiedzi nie chcą pomóc w poszukiwaniach, a policja nadal nie wpadła na trop małego chłopca. Sato jednak wie. Wie, co stało się z 6-letnim chłopczykiem, lecz nie ma pojęcia, jak przekazać informację zrozpaczonej matce.

Wyjaśnienie całej sprawy następuje dość szybko. Ujęcie sprawcy jak i wyjawienie motywów również. I właśnie sama końcówka książki – gdy poznajemy okrutną zbrodnię jak i osobę, która za tym stoi; poznajemy motywy, jakie nią kierowały – rodzi emocje. Gniew roztacza swe wdzięki, a w duszy przeklinamy zbrodniarza i wyprawiamy go na drugą stronę. Mimo okrucieństwa, mimo skumulowania emocji na tak niewielkim obszarze, nie sprawiło, by książka zatrząsnęła mym światem. Na chwilę poczułam ukłucie, bunt i gniew, ale równie szybko uczucia te minęły. Były i zniknęły, nie dając zbyt wiele do myślenia.

Być może pojawienie się wątku dusz, a może zbyt pobieżne potraktowanie uczuć rodziców sprawiło, że emocje, które gdzieś się pomiędzy kolejnymi stronami przewijają, umykają, giną gdzieś w gąszczu liter.

źródło:http://sztukater.pl/

Antyśka
Sato to Azjata, pracuje jako kolporter w okolicy. Pewnego dnia widzi kobietę, która przewróciła się przed własnym domem o nierówność na chodniku. Zdenerwowana kobieta próbuje zebrać zakupy i tu z pomocą nadchodzi Sato. Mężczyzna pomaga kobiecie dojść do mieszkania, nakłada opatrunek na otarcia powstałe po upadku. Nie byłoby nic w tym dziwnego, gdyby nie fakt, że Sato obok kobiety zobaczył duszę chłopczyka, który ma buzię i szyję w siniakach, ślady krwi na ciele, niedbale założone ubranie i buzię wykrzywioną w grymasie bólu. Przerażony zauważa, że na stole kobiety leżą ulotki o zaginionym chłopcu, jej dziecku, który okazuje się być tym, kogo zauważył mężczyzna.

Sarah w akcie wdzięczności zaprasza chłopca, a także jej brata Keisuke w weekend na grilla. Nikt nie zdaje sobie sprawy, że to spotkanie będzie początkiem rozwiązania zagadki, która nurtuje i smuci wszystkich dookoła.

Listonosz przyniósł mi małej wielkości list. Zastanawiałam się, co też znajduje się w środku. Spodziewałam się książki, która miała nadejść lada chwila, a póki co otrzymałam list. Zaintrygowana jego zawartością, natychmiast rozerwałam kopertę. Moim oczom ukazała się małej wielkości książeczka, która liczyła sobie 72 strony. Gdybyście widzieli moją minę! Nie spodziewałam się ogromnego tomiszcza, ale też nie tak cieniutkiej książeczki! Pomyślałam „O, lektura w sam raz na dzisiejszy wieczór. Jutro będzie recenzja” i to samo napisałam. Niestety okazało się inaczej…

Monika Fudali w „Kumulacji gniewu” poruszyła temat dusz, które nie mogą odnaleźć swojego miejsca. Wiszą na granicy dwóch światów, ponieważ jest siła trzymająca ich wciąż na ziemi. Co to jest? Jim, sześcioletni chłopiec, nie potrafi zrozumieć, dlaczego spotkała go krzywda i na dodatek zadana przez najbliższą osobę. Odczuwa żal, smutek, cierpienie, a także gniew kierowany w stronę najbliższych.

Historia opowiedziana jest z perspektywy narratora wszystkowiedzącego. Obserwatora, który w jednej chwili trzyma się na dystans, by nagle znaleźć się w głowie bohaterów i czytać ich myśli. Muszę przyznać, że taki sposób narracji tutaj pasował. Ciekawą pozycją byłaby też książka napisana z perspektywy Jima. Nadałoby to inny wyraz historii. Zagadka, która ma miejsce, odkrywana jest powoli. Bohaterowie są ciekawie wykreowani – Sato, chłopak widzący ludzkie dusze; Keisuke – brat Sato, posiada taką samą umiejętność co brat, lecz dodatkowo potrafi komunikować się z duszami; Sarah – matka Jima i Noah, dwóch chłopców, zdenerwowana i bezradna w zaistniałej sytuacji; tajemniczy mąż i ojciec – Thomas.

Książek o takiej tematyce jest wiele, ale tę wyróżnia jedna rzecz – trzyma w napięciu nie tylko podczas jej czytania, ale także po skończeniu lektury. Sprawia, że człowiek nie wie co ma myśleć, co zrobić, jak się zachować. Książka nie opuszcza czytelnika ani na krok, nie ucieka z jego myśli przez długi czas. Muszę przyznać, że do tej pory trudno jest mi skleić kilka sensownych zdań. Recenzję zaczynałam wiele razy, ale wciąż mi nie szło. Dlaczego? „Kumulacja gniewu” wywarła na mnie ogromne wrażenie, obudziła we mnie wiele emocji, wciąż przechodził mnie dreszcz przerażenia.

Autorka napisała książkę treściwą. Na tym przykładzie widać, że nie liczy się liczba stron, lecz treść! Cierpienie, ból, strach, gniew, miłość, niezrozumienie, szok, przerażenie… To wszystko znajdziecie w niewielkiej objętościowo książce Moniki Fudali. Jak najbardziej polecam!


źródło: http://zaczytajsie.pl/

Małgorzata Michnowicz
Mam na imię Jim, mam sześć lat, chcę opowiedzieć ci moją historię, ale nie wiem jak to zrobić. Boli mnie… bardzo mnie boli, nie mogę się od tego bólu uwolnić, wraca on do mnie bez przerwy, bez końca, jak klatka w zepsutym filmie. Zrób coś by przestało boleć, Sato zrób coś… Mamo dlaczego mi nie pomożesz? Noah czemu nie chcesz mi pomóc? Tato…??

Tak mogłaby się zacząć ta historia, ale jednak zaczęła się tak:

Sato, młody Azjata, od niedawna pracuje jako kolporter porannej gazety. Pewnego ranka pomaga pozbierać zakupy kobiecie, która przewróciła się przed własnym domem, bo potknęła się o wystającą płytę chodnikową. Nie byłoby w tym nic dziwnego, ot normalny dobry uczynek, gdyby nie fakt, że obok kobiety pojawia się postać chłopca o bladej twarzy, w podartym ubraniu, bez bielizny i butów. Widzi go tylko Sato, ponieważ ma dar widzenia dusz zmarłych osób.

Sarah z wdzięczności za okazaną pomoc, zaprasza młodzieńca w najbliższy weekend na grilla, nie zdając sobie sprawy, że to spotkanie będzie początkiem do rozwiązania zagadki zniknięcia jej sześcioletniego syna.

Kiedy listonosz wręczył mi kopertę z tą pozycją, czułam się zawiedziona. Książeczka liczy sobie 70 stron, a jej rozmiary przypominają tomik wierszy. Pomyślałam: „Toż to na jeden raz przecież.” No ale nic zabrałam się za czytanie. „Kumulacja gniewu” przy pierwszym zetknięciu nie wyróżnia się niczym szczególnym. Podczas czytania nasuwała się myśl o serialu „Zaklinacz dusz”, w obu jest medium, zagniewana dusza, jakaś nieszczęśliwa rodzina i wielka tajemnica. Temat już deczko oklepany, ale generalnie dość ciekawy, lubię takie klimaty.

Jednak w przypadku „Kumulacji…” zadziwia nie sama treść i rozwiązanie zagadki tylko to co zostaje już po przeczytaniu… myśli powracają do samego początku historii i odtwarzają ją na nowo. Ale za każdym razem z punktu widzenia innego z bohaterów. Kiedy zabierałam się za pisanie tej recenzji, nie wiedziałam z której strony zacząć, bo każda z wersji wydarzeń wydawała się być główną.

Książka to zaledwie 70 malutkich stronic i wydawałoby się, że nie wiele treści da się w nich przekazać, ale czytelnik na tyle zostaje wciągnięty w splot wypadków, że sam bez większego problemu może dopowiedzieć to czego nie napisano. I to jest jak dla mnie fenomenem tej pozycji. Wraz z ostatnią stroną historia się nie kończy, resztę dopisuje wyobraźnia. Autorka szkicuje tylko obrazy, stawia szkielet, dając czytelnikowi pole do popisu, wolną rękę by wyjaśnić to co niewyjaśnione.

„Kumulacja gniewu” Moniki Fudali to książka przepełniona gniewem skrzywdzonego dziecka, które nie wie co się z nim dzieje i dlaczego ktoś robi mu krzywdę. Nie rozumie jakimi prawami rządzi się świat dorosłych i że padł ofiarą psychopaty, dla którego cierpienie innych nie ma znaczenia, liczy się tylko spełnienie jego własnych pragnień.

Z pozoru nieciekawie wyglądająca lektura okazała się miłym zaskoczeniem, nie tylko czyta się ją w mgnieniu oka, ale pozostaje w głowie na dłużej. Nie liczy się ilość stron, tylko ilość emocji, które potrafi w człowieku obudzić. Świetnie rozwija wyobraźnie i skłania do refleksji. Nie można przejść obojętnie.

źródło: http://zaczytajsie.pl/


 
Serdecznie polecam tą lekturę,spodoba się ona zarówno tym którzy nie czytali pierwszej częsci, ponieważ jest to oddzielna historia(w której nie brak odniesień do częsci poprzedniej),jak i tym którzy mieli stycznośc z twórczością autorki ponieważ jest rozwinięciem fabuły i przygód głównych bohaterów,znakomicie oddany mroczny klimat.

źródło: http://www.gandalf.com.pl/

Obie książki:

Mona Te
Wielu ludzi wierzy, że w murach są zapisane emocje mieszkańców. Ich radości albo cierpienia. Mury budynków przyswajają je, oddając tym, którzy są bardziej podatni na tego typu wpływy. Niektórzy stają się pożywką dla demonów, które przez stulecia znalazły swoje miejsce pomiędzy składowymi budynków. Niektóre z nich próbują się z nich przedostać do naszego świata, próbują zebrać żniwo w postaci ofiar, które oddadzą życie i swoją życiową energię dla nich. Staną się inkubatorem dla przerażającego istnienia, które nie ma litości dla nikogo. Takimi istotami w "Kumulacji cierpień" zajmuje się młody chłopak imieniem Keisuke. Keisuke posiada dar, który wykorzystuje do pomocy zbłąkanym duszom, z jakiegoś powodu niemogącym opuścić doczesny świat i zaznać spokoju. Keisuke z bratem, Sato, muszą uporać się z potężnym demonem, który wybrał sobie na ofiarę pewną rodzinę.


Kumulacja Gniewu jest kontynuacją wyżej wymienionej książki. Tym razem rodzeństwo muszą rozwiązać zagadkę dziecka, a właściwie jego duszy, która nęka swoją rodzinę. Dusze takie jak tego małego chłopczyka, Jimiego, szukają pomocy. Chcą sprawiedliwości za krzywdy im wyrządzone. Zrobią wszystko, by zwrócić uwagę. By ktoś coś zrobił. Trawiące je emocje, te ostatnie z chwil przed śmiercią wykruszają się, tworząc powłokę wokół domu rodziny. Takie, niespokojne, gniewne dusze chcą zemsty. Rozwiązanie przychodzi, okupione wysokim poświęceniem.

Książki Moniki Fudali łączą w sobie to, co kocham w tym gatunku literatury: grozę bijącą od pierwszych stronic, klimat wypełniający nasze płuca lodowatym powietrzem przyprawiającym o gęsią skórkę. Pomimo małej objętości, są niebywale pełne treści. Łączą w sobie ciekawe postacie i historie, miejskie legendy poniekąd, które (w takiej czy innej formie) każdy z nas słyszał. Nie są odkrywcze, ale przez sposób poprowadzenia opowieści wyróżniają się spoza innych. Język jest miękki, żywy, a jednocześnie ostry, zapadający w pamięć. Poprzez obrazy, bardzo plastyczne, ale jednocześnie proste. Wiele nie potrzeba naszej wyobraźni. Wszystko jest na swoim miejscu: i konstrukcja i odpowiednie dawkowanie napięcia. Żałuję tylko, że są tak krótkie (ale za to idealne na podróże!), życzę autorce, by kiedyś wszystkie te historie-opowiadania, rozrosły się do powieści wielostronicowej.

Nie przeczę, że dla mnie są to książki, które na nowo napełniły moje serce wiarą, że jeszcze nie wszystko zostało powiedziane, nie wszystko zostało napisane. Zwłaszcza w literaturze grozy. Gorąco i szczerze polecam.

I dziękuję autorce, pani Monice, za książki.



źródło: http://anty---materia.blogspot.com/

fundacja OSKAR
Otrzymałam do recenzji dwie książki, autorstwa pani Moniki Fudali. Od razu zakwalifikowałam je do „horrorów”, ale nie dlatego, że źle napisane, o nie! One są z tego właśnie gatunku literackiego. „Kumulacja gniewu” oraz „Kumulacja cierpień” to przejmujące opowiadania z pogranicza parapsychologii. Świat duchów zmieszany ze światem żywych, do tego demony, wypływają od samego początku każdej strony. Powiem szczerze, że mnie obie pozycje bardzo wciągnęły. Zarówno jedna, jak i druga pozycja ma jeden wspólny element: dwóch braci z pochodzenia Azjatów, którzy posiadają dar widzenia duchów. Obaj boją się tego daru i w zasadzie uciekają przed nim, ale czy tak się da?…

W „Kumulacji cierpień” akcja rozpoczyna się od zburzenia domu pewnego zmarłego małżeństwa. W tym domostwie od dawna gnieździło zło, które teraz postanowiło poszukać sobie nowego lokum. Chce zawładnąć jednym z braci, ale drugi nie chce się na to zgodzić. Podejmuje dramatyczną decyzję, jaką? Otóż każe wejść demonowi w nienarodzone jeszcze dziecko. Do czego ta dramatyczna decyzja prowadzi? Tego musicie dowiedzieć się sami…

Zaś w „Kumulacji gniewu” Keisuke (jeden z barci, bardziej doświadczony nawiązuje bezwiednie kontakt z Jimem, małym chłopcem, który zaginął klika miesięcy wcześniej. Małą duszyczką targa gniew i cierpienie. Chłopiec nie rozumie, dlaczego nikt z najbliższych nie widzi go, dlaczego pozwolili mu cierpieć w ostatnich godzinach jego życia. Nie rozumie tego. O mały włos, a uśmierciłby swoją matkę i starszego brata. Atakuje ich na każdym kroku. Dlaczego nie robi tego samego wobec swojego ojca?…….

Obie książki są niezwykle ciekawe. Widać, iż autorka interesuje się okultyzmem i parapsychologią. Swoją wiedzę wykorzystała więc wspaniale. Typujesz tak, a jest wręcz odwrotnie. Bardzo umiejętnie też rozłożone jest napięcie akcji. I co ciekawe zaskakujące są zwroty akcji. Całość jest spójna i nie jest zagubiony wątek, co coraz częściej zdarza się autorom, zwłaszcza książek tzw „wizjonerskich”. Kiedy samą treść w zasadzie rozumie tylko jego autor. Na uwagę zasługują też same okładki. Mroczne, pełne napięcia i grozy, w kolorach czerni i czerwieni. Doskonale oddają treść. Mam tylko nadzieję, że sama autorka napisze podobny zbiór opowiadań w większym wydaniu. Będę pierwsza, która je kupi. Pani Moniko czekamy na dalszy ciąg.